Nasza historia
Prowadząc szkołę językową, każdego dnia obserwowaliśmy ten sam scenariusz. Dzieci wpadające na korytarz, hałas, bieganie, albo - dla kontrastu - nosy wlepione w małe ekrany smartfonów, w całkowitej izolacji od rówieśników. Nie wspominając o spisywaniu prac domowych.
Szukaliśmy elementu, który zmieni tę dynamikę. Czegoś, co zatrzyma ich w miejscu, ale nie wyłączy z grupy. Czegoś, co zajmie je w oczekiwaniu na rodzica, pozwoli rozładować energię na przerwie lub stanie się atrakcyjną nagrodą.
Tablice interaktywne? Świetne na lekcji, ale na przerwie stoją puste. Dzieci nie chcą się „uczyć” w czasie wolnym. Chcą grać i bawić się.
Nie szukaliśmy technologii.
Szukaliśmy sposobu na dzieci.
Moment, w którym korytarz przestał być torem wyścigowym, a stał się miejscem spotkań.Natychmiastowa reakcja
Kiedy wstawiliśmy do poczekalni pierwszy stół interaktywny, stało się coś, czego nie przewidzieliśmy. Dzieciaki od razu były zainteresowane nowym urządzeniem. Od razu poradziły sobie z obsługą i wiedziały jak wspólnie grać. Aktualnie zdarza się, że już podczas wnoszenia stołu np. na prezentację, dzieci w pobliżu podbiegają i próbują klikać w ekran - strzał w 10.
„Uczniowie zaczęli przychodzić 20 minut przed zajęciami. Sami organizowali się w drużyny, ustalali tury i pilnowali zasad. Nowe dziecko w grupie? Wystarczyła jedna runda, by lody zostały przełamane. Bez żadnej ingerencji nauczyciela.”
To była dla nas najważniejsza lekcja: dzieci potrzebują nowoczesnej technologii, ale takiej, która łączy, a nie izoluje. Stół stał się autonomiczną strefą, która zarządzała ich czasem i emocjami, dając nam - kadrze i rodzicom - bezcenny komfort.
Dlaczego musieliśmy stworzyć go sami?
Efekt nowości szybko minął, odsłaniając techniczne braki. Sprzęt, z którego korzystaliśmy na początku, spełniał swoją rolę, ale pozostawiał spory niedosyt. Był wolniejszy, a jego wygląd po prostu nie pasował do nowoczesnego wnętrza. Dzieci, przyzwyczajone do nowych smartfonów, traciły zainteresowanie, gdy sprzęt reagował z opóźnieniem.
Wiedzieliśmy, że jeśli to ma działać na dłuższą metę, musimy to zrobić po swojemu. Bez kompromisów.
Tak powstał Smartstolik. Zadbaliśmy o to, czego brakowało konkurencji. Zastosowaliśmy podzespoły, które zachowują wydajność i reagują natychmiast, utrzymując pełne zaangażowanie dzieci. A zamiast plastikowej obudowy, postawiliśmy na przemyślany i wytrzymały design, który pasuje do każdej sali, poczekalni czy recepcji.
„Nie jestem tylko producentem. Jestem właścicielem placówki, który rozwiązał swój problem i teraz dzieli się tym rozwiązaniem z innymi.”
~ Martin, twórca Smartstolika